Papierowe zezwolenie ma jedną wadę: leży w kontenerze
Zezwolenie na prace szczególnie niebezpieczne jest dokumentem, który ma znaczenie tylko wtedy, gdy jest dostępny w chwili podejmowania decyzji. W praktyce oryginał leży w biurze budowy, a osoba nadzorująca w terenie działa na podstawie pamięci i telefonu.
Konsekwencją jest brak zbiorczego obrazu. Nikt nie odpowie z marszu, ile prac gorących trwa jednocześnie i czy któreś z nich sąsiadują ze strefą, w której właśnie rozpoczyna się cięcie. Dopiero zestawienie po fakcie pokazuje kolizje.
Drugim problemem jest rotacja podwykonawców. Ekipa pojawia się na trzy dni, wykonuje zakres i znika. Weryfikacja dokumentów bywa robiona przy pierwszym wejściu, a przy kolejnym już nie, bo „przecież byli”.


